Wysoki i szczupły mężczyzna wszedł do sklepu. Przez to pomieszczenie przewinęło się już mnóstwo osób, lecz jedynie on przykuł moją uwagę. Starałam się skupić na zamiataniu podłogi, niestety nieudolnie. Kątem oka obserwowałam, jak oglądał towar, co chwila nerwowo dzwoniąc dzwonkiem po właściciela. Wtem potknęłam się, już zaczęłam przygotowywać na twarde lądowanie, lecz ku mojej miłej niespodziance wylądowałam w ramionach tego mężczyzny. – Jeszcze się pani tutaj zabije. – Zaśmiał się. – Jestem Searl de Meartiell, a czy mogę poznać pani imię? – Obróciłam się w jego stronę i cofnęłam dwa kroki. – Przepraszam pana bardzo. – popatrzyłam mu w jego zielone oczy. – Możesz mi mówić Teyla. – uśmiechnęłam się mimowolnie. Usłyszałam kroki dobiegające z przedsionka oraz głos mojego pracodawcy: - Widzę, że poznałeś moją podopieczną, chodź czekam w moim gabinecie. – Do zobaczenia Tey. – Szybko podniosłam miotłę i znów zaczęłam sprzątać. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, jakby serce zaczęło szybciej bić. Mijały godziny, a moja praca dobiegała końca. Co chwila wyglądałam za okno podziwiając mrok, który ogarniał opuszczoną już uliczkę. Drgnęłam, kiedy za plecami usłyszałam głośną dyskusję i śmiechy. Odwróciłam się. – Do zobaczenia Searl. – Deart zatrzymał się przed swoim gabinetem i pomachał energicznie za odchodzącym gościem. Nagle rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, potem krzyki. Jedynie pamiętam jak jeden mężczyzna podrzyna gardło mojemu opiekunowi . Byłam w szoku, nie poczułam kiedy ktoś pociągnął mnie za rękę. Właśnie straciłam ukochaną osobę, jedyną ukochaną osobę. Obraz rozmazywał się przez łzy. Biegłam tak nie wiedząc, dokąd. Nie wiem, po jakim czasie otrząsnęłam się z tego szoku, ale wtedy zorientowałam się, że ciągnie mnie wcześniej spotkany mężczyzna. Zatrzymaliśmy się. Na drodze stanęło nam dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn. Wstrzymałam oddech. Sądziłam, że zbliżała się śmierć. Z jednej strony pragnęłam jej, ale jednak bałam się. Searl jednak postanowił walczył. Wpierw wyjął sztylet i rzucił w jednego. Ostrze z łatwością wbiło się w głowę złoczyńcy, który padł martwy na ziemię. W tym samym czasie jego kumpel strzelił z kuszy i nim Searl zdążył zareagować, w jego rękę wbił się bełt. Syknął z bólu, przy tym wyjął drugi sztylet i rzucił w napastnika, nim ten zdążył naładować kuszę. – Cholera jedna z nimi. – warknął, kiedy wyjmował ze zwłok noże. – Mogę ci jakoś pomóc, szczególnie w opatrzeniu tej rany? – zapytałam. – Co ja plotę, nie znam się na tym… - -Przydasz się. Choć za mną. – ruszyłam. Byłam zaniepokojona i przez cały czas zastanawiałam się, jak mogę pomóc. Wkroczyłam do małego i skromnego domu, aż znalazłam się w salonie. Na drewnianych ścianach wisiały duże portrety. – Rozpal ogień. Przynieś również zieloną fiolkę i opatrunek, w kuchni będzie w dolnej szafce. Szukaj tam. – skinął na drzwi po prawej. Szybkim marszem poszłam po wskazane przedmioty. Po chwili siedziałam przy nim i obmywałam ranę, jakimś śmierdzącym naparem. Nie chciałam wiedzieć, co on zawiera, jeszcze to by się źle skończyło. Searl zaciskał pięści, a wzrok wbił w podłogę. Widać było, że to sprawia mu ból, nie byłam zdziwiona, miał paskudną ranę. Kiedy rana została zdezynfekowana i opatrzona, rozpaliłam kominek. Mężczyzna był blady i cały się trząsł. – Dziękuję. – powiedział i posłał mi uśmiech. – I co ty teraz poczniesz, biedactwo. – zamarłam. Przedtem nie myślałam o tym, co się ze mną stanie. Wiedziałam jedno. – Będę szukała morderców mojego opiekuna. – szepnęłam. Przestraszyłam się, kiedy ciszę przerwał głośny śmiech. – A umiesz chociaż zabijać? – popatrzyłam na niego. Popatrzyłam na niego, byłam zirytowana jego śmiechem, lecz niestety miał rację. – Mogę cię, co nie co nauczyć. Drgnęłam na jego słowa. – Naprawdę?! – niemalże wykrzyknęłam. Pojawiła się we mnie iskra nadziei. Kiwnął głową. – Znam się na zabijaniu, szczególnie po cichu i różnymi sposobami . Również ciche poruszanie i tym podobne. Będzie to zapewne potrzebne, no i będziesz mogła zarabiać. –
- Mam być złodziejką? –
-Może i nielegalnie, ale za coś trzeba żyć. – westchnęłam. Urodzona szlachcianka, która ma zostać złodziejką. To nie mieściło mi się w głowie. Przypomniały mi się młodzieńcze lata ciężkiej nauki, a teraz ta wiedza jest mi nie przydatna. Co się ze mną stało? Łza popłynęła po policzku.
- Ty tylko mi tu nie płacz będzie dobrze. – poczułam jego dłoń na moim policzku. Tak rozpoczęły się moje ciężkie lata pracy, które uczyniły mnie skrytobójcą i złodziejem. W końcu nadszedł na mnie dzień, w którym dostałam moje pierwsze zadania do wykonania.
- Mam być złodziejką? –
-Może i nielegalnie, ale za coś trzeba żyć. – westchnęłam. Urodzona szlachcianka, która ma zostać złodziejką. To nie mieściło mi się w głowie. Przypomniały mi się młodzieńcze lata ciężkiej nauki, a teraz ta wiedza jest mi nie przydatna. Co się ze mną stało? Łza popłynęła po policzku.
- Ty tylko mi tu nie płacz będzie dobrze. – poczułam jego dłoń na moim policzku. Tak rozpoczęły się moje ciężkie lata pracy, które uczyniły mnie skrytobójcą i złodziejem. W końcu nadszedł na mnie dzień, w którym dostałam moje pierwsze zadania do wykonania.
I jak?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz