środa, 24 lipca 2013

Rozdział I

Oto pierwszy rozdział opowiadania Arisy. Wkrótce kolejny, a w okolicach poniedziałku następny. Niestety nie mogła go opublikować osobiście.

Szłam w milczeniu za moim wujaszkiem. Heh... szłam to złe słowo, raczej 
włóczyłam, z oczami wbitymi w ziemię. Z oczami, z których ciekły 
perłowe łzy. Zatrzymał się przy lipie. Taka samotna na polu, jak ja. Na 
niebie nie było żadnej chmury, słońce grzało niemiłosiernie, lecz na 
szczęście chłodny wiatr dodawał swoim chłodem otuchy. Złociste zboże 
chyliło się pod jego ciężarem. Niekiedy jakiś ptak zaśpiewał, pszczoła 
zabrzęczała. Było tak pięknie, a jednak nie potrafiłam się tym wszystkim 
zachwycać. - Tutaj zrobimy postój. - Jego głos, zadrżałam. To wszystko 
było takie świeże, rany dopiero porozdzierane. – Teyla, nie płacz, 
rodzice wiedzą co dla ciebie najlepsze. A Esserth, nie dość, że bogaty to 
jeszcze przystojny. - Nie miałam siły odpowiadać, łzy znów wypłynęły z 
oczu. Miałam ochotę wrzasnąć, uciec, wrócić, a nawet zginąć, ale 
nie... Jego już nie było. Zniknął z mojego życia... Więc dlaczego 
ciągle jest w mym sercu, czyżby bogowie byli tacy okrutni, czy cieszyli się z 
każdej niedoli człowieka. Zacisnęłam pięści. – Patrz, kochana w jakim 
ty pięknym budynku będziesz mieszkać, normalnie... każda chciała być na 
twoim miejscu. Ty to masz szczęście, że książę zakochał się właśnie 
w tobie. - Spojrzałam na wuja, w błękitnych oczach, choć tak pięknych, 
stworzonych do podziwiania i śmiania się, był bezmiar bólu, stały się 
martwe. - Chętnie zamienię się z tymi innymi, wujaszku błagam, ja nie 
mogę... nie chce... - Zaczęłam, lecz on jedynie splunął na ziemię i 
wstał. - Zapomnij o nim. On dla ciebie już nie istnieje, wstawaj idziemy. - 
Wściekły, chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął. Posłusznie szłam, 
nie umiałam się zbuntować. Byłam za słaba. Każdy następny krok stawał 
się coraz cięższy, a tak bliski zamek, wydawał się być daleki. Kiedy 
byliśmy już niedaleko, wujaszek wyjął chustkę i otarł nią moją bladą 
twarzyczkę. - Uśmiechnij się, bądź taką jaką masz być. - Nakazał. 
Przed zamkiem czekało na mnie już kilku ludzi, a wśród nich mój przyszły 
mąż. Moje usta ułożyły się w pusty uśmiech, czułam się jak towar, 
który właśnie został wydany. - Jak zawsze piękna. - książę Esserth 
stanął przede mną. Wujek miał rację, mnóstwo kobiet chętnie stało by 
na moim miejscu. Przystojny - Brązowe włosy i duże zielone oczy. Do tego 
delikatne rysy i ten cudowny uśmiech. Dygnęłam, jak mnie uczono, na 
powitanie. - Moja przyszła małżonka nie musi mi się kłaniać. - 
Delikatnie podniósł mi podbródek i pocałował. - Książę, kapłan już 
czeka. - Esserth popatrzył jeszcze na mnie i ruszył ze swoimi towarzyszami, 
znikając za bramą. Zostały dwie dziewczyny, które natychmiast 
pociągnęły mnie do małego domku, zaczęły mnie stroić i ubierać w 
białą suknie. Stanęłam na progu świątyni. Wujaszek chwycił mnie za 
ramię i poprowadził mnie w kierunku ołtarza, gdzie czekała na mnie moja 
przyszłość. Przez całą ceremonie wpatrywałam się w umęczoną twarz 
Suura. Nienawiść, mieszała się ze współczuciem dla jego męczeństwa. 
Obok niego stała Deve. Traciła ukochanego syna, a nie odczuwała tej 
wściekłości do bogów. A ja nie umiałam poradzić ze stratą mego 
ukochanego, a przecież matka, która traci dziecko... Nie mogłam dalej na 
ten temat rozmyślać, było mi tak ciężko, tak źle. Ceremonia 
przeciągała się, szczególnie to kazanie… Kapłan, coś bredził o 
miłości, która niby nas łączy, że ona jest postawą, że bogowie… A 
zresztą nie słuchałam. Takich głupot nie umiałam słuchać. Ale czy to 
oto chodziło. Przyszłość… Jego twarz znów zajaśniała mi przed oczyma. 
Nie, to głupoty, co taki kapłan mógł o tym wszystkim wiedzieć, nigdy nie 
był zakochany, więc jak ON mógł znać się na związkach, na tym co się 
dzieje między kobietą, a mężczyzną. Przygryzłam dolną wargę, nie 
czułam bólu, jedynie kropelki krwi, jedna za drugą poczęły płynąć z 
rany. Książe musiał to zauważyć, gdyż po chwili przyłożył mi do 
krwawiącego miejsca materiał. – Coś się stało?- zapytał zaniepokojony. 
– Zaprzeczyłam gestem głowy. Dłoniom przycisnęłam chustę. Jego dłoń 
spotkała się z moją. Odruchowo popatrzyłam się na niego. Ciągle miał 
ten zawadiacki uśmiech. Szybko opuściłam wzrok. Tak minęła cała 
ceremonia. Obrączki… Pocałunek… Drugi pocałunek…Potem uczta... Noc 
poślubna… Stanęłam się lalką, jakby bez ducha, emocji …i czucia. 
Zaczęłam przyzwyczajać się do mojej roli. Ba… Nawet zaczęła mi się 
podobać. Gdyby nie ta noc..
 
 
Spałam sama w wielkim łożu, kiedy poczułam mocne szarpnięcie za włosy. 
Przerażona otworzyłam oczy I wyskoczyłam z łóżka. Obróciłam się I 
zobaczyłam ją… Wysoka dziewczyna z wściekłością w oczach, a w ręku 
trzymała nóż i… i… moje kruczoczarne włosy. Dopiero teraz poczułam 
że przestały one gładzić mi plecy, teraz sięgały jedynie do ramion. 
Zastygłam… Byłam w szoku… nie mogłam normalnie myśleć. Krzyknęłam, 
chciałam uciec… Za późno. Dziewczyna rzuciła się w moim kierunku. 
Poczułam na policzku pieczenie I ciepło, ciepło które szybko 
rozprzestrzeniało się po szyi… kletce piersiowej. Zachwiałam się, było 
mi tak słabo. Upadłam nieprzytomna na ziemię. Ostatnią rzeczą jaką 
usłyszałam były kroki I słowa: “Brać ją”. 
Obudził mnie zimny powiew. Powoli otworzyłam oczy. Coś tu się nie 
zgadzało. Pierwsze co, to ujrzałam czerwone cegły. Zerwałam się na równe 
nogi z walącym sercem. Byłam w jakimś miejscu, które wyglądało na 
zaułek. Na dodatek, jakiś materiał mocno przylegał do mojej twarzy. 
Zrozpaczona zdarłam go I rzuciłam na ziemie. Zatrzymałam się przy 
pierwszym oknie. Nie byłam to ja... Nie ta sama. Od prawej brwi, przez 
policzek, aż do szyi ciągnęła się szpecąca linia. Włosy nierówno 
ścięte sięgały do połowy szyi. Ubrana byłam w czarny, niedbale uszyty 
płaszcz z obszernym kapturem, który zarzuciłam na głowę. Nie wiedziałam, 
czy cieszyć się, czy płakać. W końcu byłam wolna, ale brakowało mi 
życia. Tamtego życia. Wtem zauważyłam znajomą twarz. Serce zaczęło od 
nowa bić. Odrodziła się nadzieja, lecz na krótko. On szedł w gronie 
urodziwych dziewczyn, szczęśliwy. Umknęłam w cień. “Faceci, wszyscy 
tacy sami” pomyślałam I zniknęłam w zaułku, z którego wcześniej 
wyszłam. Oparłam się o ścianę I zaczęłam się zastanawiać, co teraz 
począć. Nie miałam nic, a musiałam jakoś zarabiać. Zebrałam myśli I 
ruszyłam w poszukiwaniu pracy. Włóczyłam się po mieście długi czas. W 
koło gwar. “Kupi pan marchewkę, niech pani zobaczy jaki piękny wiklinowy 
koszyk, waćpan ofiaruje swojej ukochanej oto ten piękny bukiecik..” Słone 
łzy paliły mi policzki. Nie zwracałam uwagi na przekupki, które starały 
wepchnąć mi do rąk różne rzeczy.  Przeklęty los odebrał mi wszystko, 
co było mi cenne… Cenne. To słowo zaczęło mi wirować w głowie, czyżby 
mężczyźni w moim życiu stanowili większą część, czy tylko dla nich 
żyłam. Nie… nie tym razem. W tym momencie obiecałam sobie, że nigdy, ale 
to nigdy nie oddam mojej czarnej, skrwawionej bryły nikomu. Zatrzymałam się 
przy wystawie, gdzie były zamki i kłódki różnej budowy i koloru, na 
szybki wisiała kartka: „Szukam pracownika.” Los uśmiechnął się do 
mnie. Bez zastanowienia nacisnęłam klamkę i wkroczyłam do pomieszczenia. 
„Dzień dobry” usłyszałam. Niski, sędziwy mężczyzna patrzył się na 
mnie zza okularów. „Ja… ja w sprawie pracy…” zawahałam się. „W 
końcu ktoś się zgłosił. Jestem Dert, będziesz zarabiała 2 koshy. Umowa 
stoi?” Energicznie pokiwałam głową, poczułam jakąś ulgę, w końcu 
mogłam zacząć jakośżyć. „Zaprowadzę cię do twojego pokoju. Proszę 
za mną.” Starzec zniknął za drzwiami, ja zaś udałam się za nim. 
Doszłam do małego pomieszczenia, było tam wąskie łóżko i niski stolik, 
na której stała świeczka i kawałek spleśniałego chleba. Okno, 
umiejscowione naprzeciw drzwi, oświetlało całe pomieszczenie. „Dobrze 
masz tu klucze, na początek zamieć podłogę w sklepie tam w rogu powinna 
być miotła.” Dygnęłam „Tak jest proszę pana.” Po chwili zamiatałam 
podłogę i uśmiechałam się do siebie, myśląc że los odwrócił się na 
moją korzyść. Mijały tygodnie podczas których uczyłam się całej 
mechaniki najróżniejszych zamków i kłódek, a z moim pracodawcą 
nawiązałam mocną więź, traktowałam go jak ojca, a ja stałam się dla 
niego przybraną córką. Moje życie stało się istną sielanką, aż do 
momentu kiedy zjawił się ON.

I jak? Podoba się?

Arisa

2 komentarze:

  1. Czyli na WP dali Ci w kość? Mam nadzieję, że zagospodarujesz się tutaj dobrze i już nie będziesz zmuszony do zmiany portalu. Wiem jakie to bywa uciążliwe... W linkach już zmienione, jeszcze dodam Cię do obserwowanych :) tym czasem trzymaj się ciepło i twórz kolejną notkę!

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, było mnóstwo problemów nawet z dodawaniem wpisów i głównie to zadecydowało. Blogspot daje więcej możliwości. Zostaje już tylko przenieść wpisy i przygotować szablon. Znowu przygotowania linków i profilu i kilka kosmetycznych zmian. Zastanawiam się tylko czy warto robić to konto google +1...

    OdpowiedzUsuń